Sezon turystyczny

Podobno dla prawdziwego turysty sezon turystyczny trwa cały rok, ale… No właśnie, jest jedno “ale”. Nie zawsze to, co chcemy zwiedzić jest udostępnione do zwiedzania. Najwięcej kłopotów z dotarciem do upatrzonego celu możemy mieć zimą, ale nie tylko…

Zima to czas, w którym wielu turystów nad zwiedzanie zabytków przekłada sporty zimowe. Małe zainteresowanie jest często powodem całkowitego zamknięcia obiektów lub udostępniania ich tylko po wcześniejszym umówieniu się z kustoszem lub opiekunem zabytku, niekiedy tylko dla większych grup zorganizowanych. Niektóre przewodniki (np. wydawnictwa Carta Blanca), podają takie informacje, ale najlepiej upewnić się u źródła, czy jest udostępnione do zwiedzania. Również należy pamiętać, że w okresie zimowym, gdy dni są krótkie, mogą zmienić się godziny otwarcia – to także warto sprawdzić wcześniej.


Te kłódki na szczęście łączą trwałą miłość, a nie zamknięte drzwi.
(Most Tumski we Wrocławiu)

Powodem zamknięcia może być także mała atrakcyjność danego miejsca. Zimą mogą być zamknięte niektóre ogrody botaniczne, arboreta lub parki. Zazwyczaj do zwiedzania udostępnione są tylko palmiarnie (np. w Lubiechowie).

Zima w górach, chociaż tak piękna, to właśnie tam jest szczególnie niebezpieczna. Duże ilości śniegu, oblodzone szlaki, zagrożenie lawinowe i fatalne warunki pogodowe są powodem zamknięcia tras pieszych, a nawet narciarskich. Ignorowanie zakazów poruszania się w górach świadczy jedynie o własnej głupocie! Poza narażaniem własnego życia, narażamy życie osób, które mogą brać udział w ewentualnej akcji ratunkowej. Przed wyruszeniem na szlak, należy sprawdzić aktualne warunki pogodowe, ostrzeżenia i zakazy wydawane przez stosowne organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo w górach.

Jednak nie tylko zimą możemy spotkać zamknięte szlaki. Często, zwłaszcza na terenach parków narodowych, trasy wędrówek przecinają ostoje rzadkich zwierząt, które wiosną – w okresie rozrodu i wychowania młodych – wymaganą spokoju i ciszy. Na przykład w Karkonoskim Parku Narodowym, każdego roku od 10 kwietnia do 31 maja, zamykane są niektóre fragmenty szlaków turystycznych.

Podobne zakazy mogą obowiązywać również wodniaków – żeglarzy i kajakarzy. Ograniczeniem dla nich mogą być warunki pogodowe i związane z tym zakazy żeglugi oraz zamknięcie fragmentów szlaków wodnych by nie niepokoić zwierząt w czasie rozrodu.

Nie znaczy to, że czas poza tzw. “sezonem turystycznym”, jest całkowicie martwy. To prawda, że do pewnych miejsc możemy mieć ograniczony dostęp, ale wiele obiektów i tras jest czynnych. Warto właśnie wtedy je odwiedzać, bo dzięki temu unikniemy tłoku i kolejek, a dodatkowo możemy liczyć na tańsze koszty noclegów. Pamiętać jednak należy, żeby przed wyjazdem dokonać zwiadu i dobrze go zaplanować – by przypadkiem nie pocałować przysłowiowej klamki…

Tagi: ,
Kategorie: Porady, Różności
Opublikowano: 2010-05-31 | dodaj komentarz »

Wrocław wita przez Bluetooth

Od jakiegoś już czasu w różnych punktach Wrocławia stoją podświetlane mapy z planem miasta. Mijałem je wielokrotnie. Jednak dopiero wczoraj zauważyłem, że na mapie usytuowanej przy placu Jana Pawła II (dawny plac 1 Maja), jest nalepka z symbolem “Bluetooth” i zachęta do włączenia tego sposobu transmisji danych w swoim telefonie komórkowym…

Oczywiście uległem pokusie, włączyłem Bluetooth w moim telefonie i ustawiłem go w tryb widoczności dla innych urządzeń. Po chwili nastąpiło połączenie i do mojego telefonu został wysłany plik graficzny ze zdjęciami Wrocławia (animowany obrazek GIF), który zamieszczam poniżej:


Zdjęcia Wrocławia otrzymane prze Bluetooth

Taki obrazek można ustawić w telefonie jako tapetę lub wygaszacz ekranu. Niestety rozdzielczość i wielkość zdjęć nie jest duża i nadaje się co najwyżej do telefonów starszego typu, a nie nowoczesnych z dużymi ekranami. Wydaje mi się, że “miasto” powinno pomyśleć o aktualizacji zdjęć na większe.

Słyszałem już o komercyjnym wykorzystywaniu technologii “Bluetooth” do przesyłania reklam, ale pierwszy raz spotkałem się z tym w turystyce, do promocji miasta. Zastanawiam się tylko, czy można traktować to jako coś więcej niż tylko ciekawostkę?

Może należało by wysyłać nie zdjęcia z różnych miejsc Wrocławia, ale informacje, co można zobaczyć w okolicy danego punktu miasta. Być może okoliczne restauracje byłyby zainteresowane swoją promocją i za umieszczenie reklamy w wysyłanych danych wsparłyby finansowo cały pomysł. Druga sprawa to widoczność (a raczej jej brak) oznaczenia “włącz Bluetooth” i brak informacji “o co z tym wszystkim chodzi”. Mam nadzieję, że zainwestowane środki nie okażą się stracone, a pomysł jedynie ciekawostką.

Tagi: , , ,
Kategorie: Ciekawostki, Różności, Śląsk
Opublikowano: 2010-05-16 | dodaj komentarz »

Archiwalne mapy topograficzne Polski

Mapy Polski sprzed kilku-, kilkudziesięciu lat, zazwyczaj niezbyt dokładne i schematyczne, w dobie zdjęć i nawigacji satelitarnych mogą wywołać jedynie uśmiech. Najczęściej można spotkać mapy “poniemieckie” – sprzed i z okresu II wojny światowej. Czy mogą się jeszcze dziś do czegokolwiek przydać? Oczywiście! Może nie bezpośrednio do przygotowywania trasy wycieczki, ale do “podróży” w czasie.


Fragment niemieckiej mapy topograficznej Messtischblatt

Archiwalne mapy topograficzne mapy są cennym źródłem informacji nie tylko dla zawodowych historyków, lecz korzystają z nich tropiciele tajemnic historycznych, eksploratorzy, poszukiwacze skarbów… Dzięki takim mapom możemy poznać historię odwiedzanych terenów i miast. Możemy zobaczyć co na przestrzeni lat zniknęło i co pojawiło się nowego, jak zmieniło się zagospodarowanie, możemy znaleźć miejsca w których żyli nasi przodkowie. Jak widać, zastosowań starych map jest wiele. Tylko pytanie – skąd je wziąć? Na szczęście pojawiły się serwisy internetowe, które bezpłatnie udostępniają archiwa kartograficzne.

Dostępne archiwa to przede wszystkim mapy WIG (Wojskowego Instytutu Geograficznego) powstałe w latach 1919-1949, radzieckie mapy wojskowe oraz niemieckie Messtischblatty. Myślę, że swoją przygodę z archiwalnymi mapami topograficznymi Polski warto zacząć właśnie od tych zasobów.

Pierwszym serwisem, wartym odwiedzenia jest “Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego” (http://polski.mapywig.org/) – jest to niekomercyjny projekt udostępniania skanów map i materiałów geograficznych wydanych przez WIG. Oprócz zasobów WIG znajdziemy tu mapy wydane przez K.u.K MGI. (Kaiserlich und Königlich Militaergeografisches Institut) (z przełomu XIX i XX w.), niemieckie mapy wydane przez Königlich Preußischen Landesaufnahme (do roku 1918) i Reichsamt für Landesaufnahme (1921 – 1945), alianckie mapy z czasów II wojny światowej i “zimnej wojny” oraz plany miast (głównie Polski i krajów Europy Środkowej i Wschodniej).


Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego

Następnym projektem udostępniającym niemieckie mapy Messtischblatt jest “Archiwum Map Zachodniej Polski” (http://mapy.amzp.pl/). Znajdziemy tu mapy w skali 1:25000 województw: dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, lubuskiego, mazowieckiego, opolskiego, śląskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego.


Archiwum Map Zachodniej Polski

Kolejny projekt skupia się na jeszcze mniejszym obszarze, głównie na Pomorzu Gdańskim – “Archiwalne Mapy Pomorza Gdańskiego” (http://www.mapy.eksploracja.pl/). Oprócz map niemieckich i polskich, znajdziemy tu mapy radzieckie w skali 1:10000. Poza tym jest sporo map Gdańska z XVIII – XX w., Gdyni i Sopotu oraz Pomorza Gdańskiego, Prus Wschodnich, a także kilka z Pomorza Zachodniego.


Archiwalne Mapy Pomorza Gdańskiego

Zasoby trzech wspomnianych wyżej archiwów – głównie mapy WIG i Messtischblatt – można znaleźć w jednej wyszukiwarce “Mapster” (http://igrek.amzp.pl/. Mamy tu możliwość wyszukiwania według nazwy miejscowości oraz skorowidze arkuszy map. Polecam ten serwis do wygodnego i szybkiego wyszukiwania oraz przeglądania map.


Wyszukiwarka map – “Mapster”

Pod adresem http://maps.vlasenko.net/ można znaleźć radziecką wojskową mapę topograficzną w skali 1:50000 (praktycznie cała Polska), 1:200000 (północno-wschodnia część Polski), 1:500000 (cała Polska) i 1:1000000 (wschodnia część Polski) oraz mapę austriacką z 1910 roku (południowo-wschodnia część Polski). Mapy (poza 1:50000 i austriacką) zawierają nazwy miejscowości pisane cyrylicą.


Radziecka wojskowa mapa topograficzna

Warto jeszcze zwrócić uwagę na mapę terytorium Cesarstwa Austro-Węgierskiego oraz reszty Europy Środkowej z 1910 roku (http://lazarus.elte.hu/hun/digkonyv/topo/3felmeres.htm) Jest to sztabowa mapa austriacka w skali 1:200000, na której Polska ujęta jest od wysokości Szczecina (bez wybrzeża bałtyckiego).


Mapa terytorium Cesarstwa Austro-Węgierskiego

Na koniec zostawiłem ciekawostki, z którymi warto się zapoznać. Pierwsza to archiwalne plany miast: Warszawy (od 1908 roku) i Krakowa (od 1785 roku). Kolejną ciekawostką jest atlas map kolejowych.

A na koniec proponuję zapoznać się z archiwalnymi zdjęciami lotniczymi dostępnymi w programie Google Earth. Wystarczy kliknąć w ikonę z zegarem lub wybrać z menu “Widok” opcję “Obrazy historyczne”. Pojawi się wówczas suwak czasu, za pomocą którego można “przenieść się” w przeszłość. W ten sposób możemy obejrzeć Warszawę, Wrocław i Gdańsk z okresu II wojny światowej. Jest to na prawdę świetna zabawa!


Fragment Wrocławia z 1943 roku w Google Earth

Oczywiście nie wyczerpałem tutaj wszystkich źródeł map topograficznych Polski. Pozostają biblioteki, antykwariaty. Jeśli mamy zamiar więcej czasu poświęcić archiwalnym mapom, warto poszukać forów internetowych, na których użytkownicy wymieniają się informacjami – tam na pewno znajdziemy wskazówki do dalszej pracy.

Tagi: , , , , , , , , ,
Kategorie: Porady, Różności
Opublikowano: 2010-04-30 | czytaj komentarze (2) »

Pamiątki z podróży

Podróżowanie jest bardzo przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Te chwile spędzone poza domem chciałoby się zatrzymać jak najdłużej… przynajmniej w pamięci. Jednym ze sposobów na zabranie fragmentów odwiedzanych miejsc do własnego domu, jest zbieranie pamiątek.

Pamiątką może być dosłownie wszystko, co będzie nam się kojarzyć z odwiedzanym miejscem czy zdarzeniem. Jedni przywożą trofea myśliwskie (nie polecam dla dobra zwierząt), inni egipskie mumie (z Egiptu oczywiście, też nie polecam), inni… Tak wymieniać można w nieskończoność. Wszystko zależy od możliwości transportowych, finansowych i zdrowego rozsądku. Ważne, by kupowanie czy zbieranie oraz transport do domu, nie kolidowały z prawem. Nie możemy na przykład wbrew zakazom wywozić zabytków i dzieł sztuki. Nie możemy niszczyć elementów przyrody ożywionej i nieożywionej. Tak wyliczać można bardzo długo. Zanim zdecydujemy się na wywóz “pamiątki” z danego kraju, dowiedzmy się czy jest to legalne, czy nie zostaniemy oskarżeni o przemyt. Oczywiście nie można popadać w paranoję. Kupując pamiątki dla turystów, na straganach w pobliżu odwiedzanych miejsc, możemy być pewni, że nie grozi nam konflikt z prawem.


Nie zawsze możemy fotografować to, co chcemy!

Najbardziej popularnym sposobem na zachowanie wspomnień z podróży jest fotografowanie. Zdjęcia utrwalają dokładnie to, co widzieliśmy na własne oczy. Ta wbrew pozorom bezpieczna forma “pamiątkarstwa” nie zawsze taką jest. Tu też wchodzą w grę aspekty etyczne i prawne. Nie wszystko i nie wszystkich można fotografować. Przed wyjazdem, zwłaszcza do krajów egzotycznych, o odmiennej kulturze i religii, należy się zapoznać z tamtejszymi zasadami i obyczajami. Również w krajach Europejskich, w Polsce, obowiązują zakazy fotografowania. Nie wolno fotografować obiektów wojskowych i o znaczeniu “strategicznym”. Ale też często nie wolno robić zdjęć w muzeach, kościołach czy obiektach zabytkowych. Nawet jeśli nie ma wywieszonego zakazu fotografowania, warto się upewnić czy fotografowanie jest możliwe lub nie wymaga wniesienia dodatkowej opłaty. Tam, gdzie nie można robić zdjęć, na pewno są do kupienia pocztówki, również bardzo cenne pamiątki z podróży.


Kolekcja biletów wstępu do muzeów, zabytków i na wystawy

Najbardziej ekonomicznym pomysłem na zbieranie pamiątek, jest kolekcjonowanie biletów przejazdów i wstępów. Można z nich utworzyć naprawdę interesujący, kolorowy zbiór. Również foldery i ulotki w muzeach czy wystawach są dostępne bezpłatnie lub kosztują przysłowiowe “parę groszy”. Poza tym pamiątki można znaleźć samemu – wystarczy się tylko schylić. Szyszka, muszelki, ciekawy kamień czy zasuszony liść, będą również świetnym “przypominaczem” z wycieczki. Dobrze jest zawczasu zacząć podpisywać pamiątki (miejsce i data), bo gdy kolekcja się rozrośnie, to możemy się pogubić w identyfikacji eksponatów.


Poranna kawa z odrobiną wspomnień…
Kubki z Pucka, Budapesztu, Wrocławia i Rozewia.


Drewniane sprzęty kuchenne z Zalipia.

Myślę, że dobrym pomysłem jest kupowanie pamiątek, z którymi będziemy obcować na co dzień, które będziemy widzieć, dotykać. W ten sposób codziennie będziemy mogli wracać myślami do “tamtych chwil”. Takimi pamiątkami mogą być kubki, które kształtem lub nadrukiem będą się kojarzyły z odwiedzanym regionem. Również innego rodzaju sprzęty kuchenne – zastawa stołowa (z odwiedzanej fabryki porcelany), drewniane łyżki, czajniczki, filiżanki, magnesy na lodówkę… Kobiety chętnie zaopatrzą się w biżuterię z wzorami lub kamieniami charakterystycznymi dla danej okolicy. Z różnych imprez kulturalnych, zlotów można przywieźć koszulki z okolicznościowym nadrukiem. Sądzę, że takie pamiątki, które nie tylko będą się kurzyły na półce, przysporzą nam najwięcej radości.

Kupując pamiątki, starajmy się wybierać takie, które są charakterystyczne dla danego regionu. Moim zdaniem wartościowszą pamiątką z Zakopanego będzie ciupaga lub owczy dzwoneczek (pomimo, są produkowane i importowane z Chin), niż indiańska maska czy naszyjnik z muszelek z egzotycznych mórz.

Myślę, że to co przywieziemy z podróży zależy jedynie od naszej pomysłowości i “żyłki” zbieracza.

Tagi: , ,
Kategorie: Porady
Opublikowano: 2010-03-27 | czytaj komentarze (2) »

Nawigacja MIO M400 FEU – wrażenia z użytkowania

W poprzednim artykule o MIO M400 niewiele napisałem o mapach dostarczanych z urządzeniem. Otóż dane dla Polski dostarcza Emapa, a dla pozostałych krajów Europy – Tele Atlas. Myślę, że producent wiedział co robi, decydując się na lokalnego dostawcę map – Emapę (mam nadzieję, że mapy są co najmniej tak samo dokładne jak z Tele Atlas). Mapy obu dostawców są dostępne online w internecie, więc można przed zakupem nawigacji ocenić na ile mapy są dokładne (oczywiście o ile MIO dostarcza najnowsze wersje map):

Pierwszą dłuższą trasę opracowałem i jechałem na mapach, z którymi kupiłem nawigację. Niestety w kilku przypadkach okazała się nieaktualna i w dziwny sposób wyznaczała trasę – zamiast ominąć miasto istniejącą (również na mapie) obwodnicą, zostałem skierowany do centrum, by dalej wyjechać na końcu obwodnicy. Po powrocie do domu zaktualizowałem mapę do najnowszej wersji (można pobrać dwie darmowe aktualizacje po rejestracji w serwisie MIO). Ponowne opracowanie trasy obyło się już bez takich kwiatków – słowem, warto zaktualizować mapy.

Poprzednio pisałem również o grubym i sztywnym kablu zasilającym oraz wielkiej wtyczce do gniazda zapalniczki. Jak się okazało jest to dość uciążliwy mankament. Kilkukrotnie, przy zmianie biegów, udało mi się zahaczyć palcami wystający kabel i wyciągnąć wtyczkę. W czasie jazdy odkryłem również, ze wtyczka ma lampkę informującą o zasilaniu – jest ona tak mało widoczna, że wcześniej ją przeoczyłem.

Niestety, nawigacja potrafi się zawiesić. Przydarzyło mi się to co prawda do tej pory tylko raz, ale warto być na to przygotowanym. Dlatego po opracowaniu trasy, warto ją zapisać, by w przypadku zawieszenia móc szybko zrestartować nawigację i wczytać trasę. Ponieważ pozycja GPS ustawiana jest momentalnie, a i system ładuje się równie szybko, tak że bez nawigacji możemy być maksymalnie około 2 minut. Myślę, że jeśli te “resety” będą wymagane sporadycznie, to można przeboleć tę wadę. O ile dobrze pamiętam, to instrukcja obsługi ostrzega, że urządzenie może się “zawiesić”.

Podsumowując moje przygody z MIO M400, jestem zadowolony z tego urządzenia i map. Myślę, że ma dobry stosunek ceny do możliwości. Wyznaczone trasy przejeżdżałem bez większych przeszkód. Jedynie gdy specjalnie zatrzymałem się na drodze gruntowej (dość daleko od drogi asfaltowej) i miałem włączoną opcję unikania dróg gruntowych, to oprogramowanie nie mogło wyznaczyć nowej trasy z aktualnego położenia. Wyłączenie unikania “gruntówek” rozwiązało sprawę. Z mniejszych rzeczy, brakuje mi trochę łatwego dostępu do regulacji głośności komunikatów – szybko można jedynie włączyć lub całkowicie wyłączyć dźwięki. Czasami ekran mógłby być bardziej responsywny. Poza tym właściwie nie ma się do czego więcej przyczepić – ekran jest czytelny zarówno w dzień (można rozjaśnić) i nie razi w nocy (można przyciemnić), komunikaty o manewrach są podawane wystarczająco wcześnie. Podczas jazdy urządzenie jest praktycznie bezobsługowe. Nawet przyzwyczaiłem się do widoku 3D, którego nigdy wczesniej nie używałem.

Na koniec chciałbym poruszyć sprawę, którą poprzednio uznałem za największą wadę nawigacji – brak asystenta pasa ruchu. Otóż nie do końca jest to prawda. Obecność “asystenta” zależy od miejsca – większe miasta europejskie (nie, nie w Polsce!) mają informację o pasach ruchu i są one wyświetlane podczas jazdy.


Asystent pasa ruchu w nawigacji MIO M400 FEU

Można sobie przetestować działanie “asystenta” wybierając się np. w wirtualną przejażdżkę po Berlinie. Może kiedyś doczekam się aktualizacji takich informacji dla Warszawy czy Wrocławia…

Tagi: , , , , , , , ,
Kategorie: Opinie
Opublikowano: 2010-02-12 | czytaj komentarze (14) »